PODZIĘKOWANIE

 

Drodzy Opiekunowie Adopcyjni naszych kasiskich dzieciaków!

 
              Dziś siostra Mariola opowiadała mi o wczorajszym wieczorze w House of Mercy. Byłem tam i ja, ale szybko się stamtąd wymiksowałem, miałem jeszcze sporo roboty w swoim kasiskim domu. Siostra obejrzała jeszcze z dziewczynami film opowiadający o młodej kobiecie, która wyszła z rodziny popadających stale w bezdomność narkomanów, a swoją ciężką pracą i wytrwałością doprowadziła się na Harvard. I która - mimo radykalnej zmiany otoczenia i statusu, oraz uzasadnionych praw do tego, by mieć pretensje do swoich rodziców - nadal ich kochała i starała się pomóc swojej matce. Po filmie wywiązała się dyskusja o szacunku do rodziców. Jedna z naszych dziewczyn zapytała, jak ma szanować własną matkę, skoro nawet jej nie poznała, porzucono ją bowiem jako niemowlę. Siostra Mariola odpowiedziała jej, że powinna zawsze pamiętać, że jej mama dała jej prawdopodobnie wszystko, co w danym momencie swojego życia mogła dać. Że przede wszystkim dała jej życie, zdecydowała się ją urodzić, bez tej decyzji by jej przecież dziś na świecie nie było. Że to był jej akt miłości, może jeden, ale taki, który już warto docenić, nie przejść nad nim zbyt szybko, podnieść 
z ziemi. 

Na te słowa inna z dziewczyn wybuchnęła płaczem, mówiąc, że takich słów właśnie było jej trzeba. Jej mama z pewnością nie staje na wysokości rodzicielskiego zadania. Ma jeszcze kilkoro innych dzieci, z innymi mężczyznami, żyje bardzo biednie, najmuje się do najbardziej niewdzięcznych prac. Często przychodzi do Kasisi zobaczyć się z córką i synem. Jej córka zaś to chodzący anioł, nasz kasiski skarb - mądra, pracowita, pomocna, uczciwa, serdeczna dziewczyna. Siostra Mariola zawsze daje matce jakieś pieniądze, jedzenie, i zawsze prosi by tę pomoc wręczyła jej córka, by to córka mogła coś zrobić dla swojej matki. Dziewczyna, o której mowa, zarobiła ostatnio parę groszy pomagając przy gotowaniu dla uczestników rekolekcji w nieodległym ośrodku. Wszystkie zarobione pieniądze - z własnej woli i inicjatywy, nikt ją o to nie prosił - oddała siostrze Marioli. Usłyszała: "Idź, zanieś mamie twoje pierwsze zarobione pieniądze, powiedz jak ciężko na nie zapracowałaś, że ją kochasz, i że chcesz by miała co jeść, gdzie spać".

Mamy u nas w Kasisi dzieci, które matki porzuciły w toaletach w centrach handlowych. Pisałem o tym wiele razy - ich aktem miłości do dziecka, jedynym na jakie widać było je stać, było zaniesienie ich tam, gdzie jest mnóstwo ludzi, gdzie dziecko zaraz ktoś zauważy i uratuje. Ot, takie zambijskie okna życia... Gdy dzieci osiągają dorosłość, siostra Mariola bierze je na rozmowę i opowiada im wszystko, co o nich wie, odtąd to oni, już dorośli ludzie, stają się wyłącznymi dysponentami swojego losu, swojej historii. To bardzo trudne, wzruszające, rozmowy. Dzieciom z taką przeszłością można powiedzieć tylko jedno: twoja mama, twój tato, kochali cię jak umieli. A że nie umieli? Ty - już w pełni dojrzały człowiek - zapytaj siebie, czy mimo to umiesz kochać ich.

Dlaczego Wam to wszystko piszę? Bo mija kolejny rok działania naszego programu Adoptuj z Sercem, w którym zdecydowaliście się brać udział. W którym naszym wspólnym celem jest zastąpienie dziecku tego, co zabrał mu zły los, czy nieodpowiedzialni, choć bywa, że czasem też po prostu źli, ludzie. Zaopiekowanie go tak, by znalazło w sobie siły do przekroczenia barier, jakie zbudowało w nim zło i ból. A do tego takie dziecko musi mieć co najmniej dwa razy tyle siły, co dziecko, które takich ekstermów miało szczęście nie doświadczyć. 

Nie jesteśmy rodzicami tych dzieci. Jesteśmy ich przyjaciółmi, którzy bezinteresownie chcą im pomóc "ogarnąć" i przetrawić w sobie całą swoją sytuację i zbudować na niej piękne życie. Doskonale zdaję sobie sprawę, ile wyrzeczeń, cierpliwości, wyrozumiałości wymaga od Was wspieranie adopcyjne kogoś z naszych uroczych Kasisjan. Naprawdę staramy się robić, co możemy, by w miarę na biężąco informować Was o tym, jak Wasz podopieczny się ma, jak wygląda (dzieci rosną szybciej niż dorośli :), czy wyjechał do rodziny, czy nadal jest z nami. Niektórzy z Waszych podopiecznych będą z nami do matury (co najmniej), inni (niepełnosprawni) - na zawsze, jeszcze inni - na miesiąc czy pół roku (bo oprócz sytuacji, gdy dziecko wraca do dalszej rodziny po wyprostowaniu spraw, bywają też sytuację w których o losach dziecka, zgodnie z prawem, decyduje sąd rodzinny czy opieka społeczna. 

W 2018. sporo dzieciaków odeszło do rodzin (babć, wujków, cioć, którzy zadeklarowali, że już są w stanie się nimi zająć), sporo maluchów (głównie tych najmniejszych) przybyło. jedno dziecko (Matthew) niestety umarło... Program Adoptuj z Sercem wypracował przez ten czas 1.157.000 złotych, a więc o ok. 100.000 złotych więcej, niż w 2016. Na co idą te pieniądze? Na opłacenie szkół dzieci (to gigantyczna pozycja w budżecie; od tego roku płatna jest nawet nasza kasiska podstawówka). Na zakupy przyborów szkolnych i pomocy. Na ubrania. Na codzienne kosmetyki i inne środki czystości (do prania, sprzątania). Na rachunki za leczenie, za leki, za zabiegi (to kolejny generator kosztów w dużej skali). Na pensje kilkudziesięciu dyżurujących non stop przy dzieciach, przebierających, karmiących, pomagających w lekcjach, bawiących się i stawiających do pionu opiekunek, mammies, a także kucharek i pielęgniarki. Na ochroniarza, który pilnuje bezpieczeństwa na terenie Kasisi w nocy i na wynagrodzenie pana Daki, który pilnuje żeby nikt niepowołany nie dostał się do naszych dzieci w dzień. Na prąd. Itd. Itp. Etc.

Na jedno kasiskie dziecko wypada więc z programu Adoptuj z Sercem ok. 350 - 400 złotych na miesiąc. A to również z tych pieniędzy poprawiamy przecież teraz całą kasiską infrastrukturę: remontujemy Martin's House (młodsi uczniowie) i Edmund's House (starsze bejbiki) oraz yard, wymieniamy łóżka i materace, wyposażamy przedszkole, sale komputerowe i sale zabaw. Sprawa jest prosta: bez Was nie będzie Adoptuj z Sercem. A bez Adoptuj z Sercem nie będzie Kasisi. Przynajmniej w takim kształcie, jaki mamy teraz: najlepszego domu dziecka w Zambii. Domu, który może przyjąć KAŻDE dziecko, w każdym stanie i spróbować udzielić mu pomocy. Domu z zapleczem edukacyjnym, medycznym no i socjalno - bytowym na poziomie lepszym, niż chyba wszystkie szkolne internaty w kraju. To wyście to zrobili przez tych pięć czy sześć lat. To nieprawdopodobne, ile udało nam się razem osiągnąć... 

Wasze zaufanie do nas, wasza wielkoduszność i zgoda na to, że Wasze wsparcie nie faworyzuje jednego dziecka, a podnosi poziom życia wszystkich dzieci, to że dzięki temu jesteśmy w stanie co miesiąc popłacić rachunki i zaspokoić wszystkie potrzeby - to sprawa naprawdę bezcenna. Dzięki Adoptuj z Sercem nie musimy ogłaszać specjalnych (i najtrudniejszych do przeprowadzenia) zbiórek na infrastrukturę. A ona jest tak bardzo ważna! Zobaczcie na przykład z początku. Takiej rozmowy, tak szczerzej i głębokiej, tak przełomowej dla jej młodych uczestniczek, nie byłoby, gdyby nie było House of Mercy - przytulnego domku, w którym starsze dziewczyny (mające już zgoła inne potrzeby i refleksje, niż bejbiki) mogą spokojnie w małej grupie usiąść wieczorem z siostrą Mariolą, obejrzeć film, podyskutować o nim, powiedzieć szczerze, co im w duszy gra. Takich rozmów nie toczy się w sali, w biurze. Dom wymaga tego, by był dom. I Wy to właśnie - Dom i dom - naszym dzieciom zapewniacie.

Kłaniając się Wam za to w pas proszę, wraz z Siostrami, dziećmi, i całym Kasisi - nie zostawiajcie nas również w tym 2019. r. Niech ten cud trwa. Niech nasz Dom jeszcze w tym roku urośnie. Niech da - dzięki Wam - jeszcze więcej życia...:) 
 
Pozdrawiam Was serdecznie!
                                                                                                                               
 SZYMON HOŁOWNIA
 
 
 
 
czytany 316
data publikacji: 2019-01-22


szkoła z klasą
bezpieczny puchatek
europejski fundusz społeczny
program operacyjny kapitał ludzki